W samotni mej figi spadają z drzew
Pęka na nich skóra czerwona
Piję ich sok, słodki jem miąższ
Pora jest popołudniowa

Nie boję się, ochraniają mnie
Trzy oddane karły
Kochają mnie bo szyję im
Szyję im małe kubraczki

Jeśli znów podniesiesz głos - odejdę tam
Ty pogubisz kości żyjąc sam
Jeśli znów podniesiesz głos - odbiorę go
Jestem wróżką, wiele zaklęć znam


Co czwartek mój Anioł Stróż
Puka do losu drzwi
Choć wszystko krzyczało w nim
Pozwalał nakrywać się
A upokorzenie Jego otaczało mnie
Zaklęciami ochronnymi
Nie musiałam się modlić

Niedostępne nie wiem czym jest
Jestem światem jestem snem
małym palcem u nogi Twej
A wielcy świata na usługach mych
Mam spokojną linię czoła
A ciało zdrowe jest
Białą suknię sznur bursztynów
Buty noszę z mchu

Moja radość niczym nie zmącona
Jedyny podmiot zdarzeń ja

Wczoraj Anioł rzekł nie
Ciemna gwiazda nad głową mą