Co czwartek mój Anioł Stróż
Puka do losu drzwi
Choć wszystko krzyczało w nim
Pozwalał nakrywać się
A upokorzenie Jego otaczało mnie
Zaklęciami ochronnymi
Nie musiałam się modlić
Niedostępne nie wiem czym jest
Jestem światem jestem snem
małym palcem u nogi Twej
A wielcy świata na usługach mych
Mam spokojną linię czoła
A ciało zdrowe jest
Białą suknię sznur bursztynów
Buty noszę z mchu
Moja radość niczym nie zmącona
Jedyny podmiot zdarzeń ja
Wczoraj Anioł rzekł nie
Ciemna gwiazda nad głową mą
Gdy na wewnętrznej stronie powiek
Przed snem wyświetlasz obrazy
To nie ze mna tańczysz walca
Choć ze mną pod kołdrą
Stykasz sie udami
Gdy raz na dwa miesiące
Beznamiętnie się kochamy
Moje włosy innego koloru
Moje oczy nie niebieskie
Gdy przyłapuje cię niechcący
W środku nocy na mówieniu
Nie to nie jest moje imię
Ani pierwsze ani drugie!
Wiem że gdy planujesz przyszłość
Niedaleką i tę dalszą
Musisz wspiąć się
Na wyżyny wyobraźni
By mnie gdzieś umieścić
Czy możemy to nazwać końcem ?